Opinia o…Ozone REO!

Jeżeli jeszcze nie zanudziłem poprzednimi relacjami, to mogę się jeszcze podzielić kilkoma doświadczeniami z 2,5 tygodnia na Ozone’ie Reo 2013 w rozmiarze 8 i 10 m. Najpierw trochę historii: kupiłem je trochę w ciemno, bo kiedy się decydowałem to jeszcze nie było wersji 2013 w Polsce do spróbowania, opierając się na zdaniu Marka, z którym – jakby nie patrzeć – mamy „trochę” podobnych doświadczeń i lat pływania. Zaufałem, kupiłem, spakowałem i wsiadłem do samolotu. Jednak im bliżej było pierwszego startu tym bardziej zaczynała mnie zżerać ciekawość, co ja w sumie kupiłem .. ?

Pierwszy start, latawiec staje w zenicie, skręt w lewo i w prawo … miękko, ale szybko, choć bez szaleństwa, od razu rzuca się w oczy bardzo szeroki zakres depower’u. Ok, na wodę. 10 m przy 18 – 20 kn z surfingową deską okazuje się w sam raz, kilka rozgrzewkowych halsów, lekko pod górę i w dół, żeby po długieejjj przerwie, przypomnieć sobie jak to działa i jak się to robi. Kolana działają, a więc ok, odpalamy dalej, w poszukiwaniu fali … ale o tym już było w innych mailach. Po chwili oglądania widoków i przyglądaniu się czy 3 krotnie operowane kolano faktycznie działa, przypominam sobie że poza „nowym” kolanem mam i nowy latawiec …

Od pierwszej chwili wszystko jest ok, żeby nie powiedzieć wprost bardzo fajne, choć na pierwszy rzut oka nie ma jakiejś jednej szczególnej (super) cechy która pierwsza rzucała by się w oczy. Latawiec bardzo przyjazny, właściwie nie wymaga żadnego przystosowania czy oswojenia, co zdarza się innym, nawet bardzo dobrym latawcom. No i trudno dopatrzyć się jakichś słabych cech (ale ok, coś się jednak znajdzie po 2 tygodniach pływania – o tym poniżej … :). Podsumowując, typowa dla Ozone’a „miękka transmisja mocy”, ale bez utraty uczucia bezpośredniości co zdarzało się w wielu innych modelach. Minimalne siły potrzebne do sterowania, dobra szybkość samego latawca, i w sensie tempa reakcji na impuls z baru, i samego skrętu. Potężny zakres do power’u. Bardzo stabilny i przewidywalny. Robi swoje z przyjemnością i nie marudzi. Tak jak ktoś by mu z góry powiedział, że będzie sobie latał nad pięknymi falami, gdzie niewątpliwie nie będzie głównym bohaterem, i przede wszystkim nie ma powodu żeby starał się nim być.

Patrząc na niego z dołu, daje się zauważyć że latawiec ma niski AR, i jest jakby cofnięty, bardziej z tyłu w oknie wiatrowym, a nie na krawędzi z przodu. Tylko co to w praktyce oznacza …? Można snuć o tym różne teorie, ale tak czy owak w końcu dochodzimy do hasła – klucza w latawcu na falę: a więc do tzw. drift’u. Jeżeli dobrze rozumiem to tym pojęciem określa się zdolność latawca do „spadania” z wiatrem przy szybkim przejściu do pełnych kursów czy pływania takimi kursami. A więc to co się dzieje kiedy chcemy jeździć po fali i zawijać możliwie ciasne bottom’y i cut back’i. Nie pływając po fali nie zwracamy uwagi na tą cechę, choć pewnie większość miała doświadczenia przeciwne, z ostro chodzącymi latawcami, kiedy po gwałtownym odpadnięciu przez rider’a latawiec zostaje na krawędzi okna, rider „wjeżdża” pod latawiec, który następnie traci ciąg, zaczyna przepadać itd.. .
Zwał jak zwał, ale w tym zakresie Reo pokazuje swoją klasę latawca wave’owego. Reo drift’uje doskonale, zapewnia świetny ciąg w szerokim zakresie kursowym (czy jedziesz ostro do wiatru, czy spadasz z wiatrem z falą lub co ważniejsze – przed falą … :), i praktycznie przez dwa i pół tygodnia różnych (mniej lub bardziej udanych) doświadczeń na wodzie, ani raz nie udało mi się wjechać pod niego. A przy tym Reo jest całkiem sprawny „pod górę”, i zwłaszcza przy dobrze prowadzonej desce szybkie robienie górki to żaden kłopot.

Powyżej wspomniałem, że stwierdziłem też pewną słabość: to siły potrzebne do machania latawcem w warunkach niedożaglowania. Raz czy dwa zdarzyło mi się próbować wymusić pływanie na latawcu ewidentnie za małym w stosunku do siły wiatru. Próba była w sumie udana, ale okupiona sporym nakładem sił na pracę na barze. Dzięki szerokiemu zakresowi i również sporemu sweet spot’owi problem ten w sumie rzadko pewnie wystąpi, ale niewątpliwie można się wtedy napracować …

A inne cechy: stawanie z wody, bo to w końcu też przećwiczyłem, okazuje się zadaniem prostym do bólu; ot ciągniesz za jedną z tylnich linek, latawiec się odwraca i startuje, nawet przy wietrze w którym ledwie będziesz w stanie płynąć z deską. To ma całkiem określone znaczenie, jeżeli jesteś między jedną falą a drugą, i masz kilka sekund na start i odjazd jeżeli nie chcesz zaliczyć kolejnej wirówki z bliżej nieprzewidywalnymi konsekwencjami … O jakości wykonania można powiedzieć tyle, że bardzo solidna i przemyślana w każdym calu.

Ktoś mógłby spytać jeszcze o skoki … no tak, Ozone w swych materiałach reklamowych piszę że latawiec ten został zaprojektowany wyłącznie na falę i był testowany wyłącznie na fali. I bardzo dobrze! Przyznaję jednak że zdarzyło mi się użyć Reo z TT i spróbować coś podskoczyć. Wszystko jest ok. I choć pewnie żadnych rekordów w hang time’ie czy lift’cie Reo nie pobije, to zapewniam że kilka old school’owych trików „da się zrobić”. Tylko czy to jeszcze w ogóle będzie interesowało kogoś kto z premedytacją i świadomie kupi Reo …?

Pozdrawiam!

Mec.

————–

Z większością spostrzeżeń zgadzam się z Mec’em, ze swoich odczuć mogę tylko dodać, że wsiadając na REO od razu czuję się jak u siebie w domu, wszystko na swoim miejscu, wszystko pasuje, żadna adaptacja nie jest potrzebna, to świetnie zbalansowany, bezpośredni w sterowaniu, szybko zawijający się latawiec, o doskonałym drift;cie, dzięki któremu łatwo można się wznieść na kolejny poziom wave. Po prostu: koncentrujesz się na jeździe na fali, i  nic cię nie rozprasza, a latawiec jest  dokładnie tam, gdzie go oczekujesz. Może to zabrzmi jak reklama, ale wyjazd na Mauritius nie byłby pełny i nie zrobiłbym aż takiego progresu  na innym latawcu! Tego jestem pewien! W każdym razie miałbym nieporównywalnie bardziej „pod górkę”:(!

Marek.

 

 



Zostaw komentarz