Dzień…kolejny;)

Ostatnio chyba nic nie donosiłem z naszej miejscówki na południowej półkuli … ale w sumie przez kilka kolejnych dni sytuacja była przyjemnie ustabilizowana … :) wiatr wiał stabilnie na poziomie ok 22 – 26 kn, ja się w końcu rozpływałem, i znowu jak za starych dobrych czasów pływaliśmy z Markiem na takich samych latawcach; fala miała lepsze lub gorsze chwile, ale generalnie była DUŻA. No i było bardzo słonecznie. Pełna lampa, lazury, błękity, bez okularów słonecznych ani rusz. Dzień do dnia podobny, śniadanie, pogawędki, wyjazd na spot, dmuchanie latawców, Marek 8 m, ja 8 m. Jedna sesja, druga sesja, panini z wędzonym marlinem (po dwóch razach odmówiłem, strasznie mi jednak żal tych pięknych stworzeń), trzecia sesja. Zjazd z falą, halsówka pod falę, zjazd z falą, litd.. W sumie można by powiedzieć, że nuda. Ale jakże PIĘKNA …?!?!?!!!

Z minusów można by wspomnieć o tłoku na wodzie … to poważny dylemat. Na Manawie tłok. Jak się okazuje, o czym donosi zaprzyjaźniona Szwajcarka, która przyjechała na 4 miesiące, w sąsiedztwie jest doroczne spotkanie rep’ów Northa, i z tego powodu jest kilkadziesiąt osób więcej na wodzie. Prawdziwa zgroza .. :( okazuje się że zwłaszcza jacyś dziwni goście na twin tipach pojawiaja się w wave’owych miejscówkach i nie zważając na żadne zasady pływania po fali, nawet gorzej niż goście na ws’ach (…:)),pakują się zawsze tam gdzie ich najmniej w danej chwili potrzeba:(

Później, to znaczy chyba w ostatni czwartek wiatr siadł, zaś w piątek wiał z innej strony niż powinien. No trudno, po serii pięknych dni trzeba to było znieść z godnością. Odbyliśmy wycieczkę po okolicy, odwiedzając między innymi Black River park … kilka wyższych gór, platou pomiędzy nimi, bardzo zielono, jakieś wodospady … po kilku upalnych dniach nowe było głównie to że na wysokości kilkuset metrów npm było mgła, jedynie kilkanaście stopni, siąpił deszczyk – jak już donosiłem lokalnie zwany petit shower, czyli było smętnie i ponuro ja zaraz po przylocie na tą wyspę, o czym pisałem w moim pierwszym raporcie, zatem nie będę się dalej rozwodził nad lokalnymi urokami … niewątpliwie na Mauritius jest kilka pięknych zakątków, ale trzeba się dobrze przyglądać :). 150 lat temu Mark Twain piał nad nim z zachwytu, do dziś wszystkie przewodniki powtarzają kilka jego słów, ale rzeczywistość dzisiejsza jest taka sobie. Na pewno sporo pięknych plaż. Reszta jednak … kilka miłych tropikalnych scenek, wioski i miasteczka jakich wiele na tej wysokości geograficznej, czasami bardziej europejsko, czasami biedniej, afrykańsko. Generalnie, poza fantastycznym pływaniem po fali, i wrażeniami związanym z czy towarzyszącymi pływaniu w okolicach La Morne, jakiego nie doświadczyłem wcześniej bywając na Cabo Verde, na Kanarach czy w Brasil, itd., Mauritius jakoś nie rzuca na kolana urokiem czy klimatem. Ok, ale może jestem zbyt sceptyczny … [ tak Mec, zdecydowanie jesteś ;)]M.

A od soboty wiatr wrócił na swój prawidłowy kierunek, pływamy znowu na 8 ewentualnie 10 m, za to niestety fala się jakby wyczerpała. To znaczy po falach wielkich jak domy i zasuwających jak lokomotywy zostało wspomnienie, a teraz na spocie mamy jedynie kilka niewielkich pagórków … small brake praktycznie zaniknął, na Manawie jak się ma sporo szczęścia to czasami da się złapać coś większego, może i nawet pod 2 m, a One Eye też słaby bardzo, z brzegu prawie że go nie widać. Pomimo to staramy się wykorzystać każdą możliwość. Wczoraj po południu pojechaliśmy na inny spot, do Bel Ombre, kilkanaście kilometrów na południowy wschód. Układ trochę podobny jak w La Morne, w zatoce do rafy płaska woda, o potem rafa i przed rafą fala. Nie jakaś wielka, ale jednak całkiem fajna. Sam spot bardzo przyjazny, piaszczysta plażą dosyć wąska, ale zaraz nią przyjemny zadbany park. Potem jeszcze pojechaliśmy kilka kolejnych kilometrów na wschód, sprawdzić jak prezentuje się spot o nazwie Petit Sanchez. To zasadniczo czysto surfingowa miejscówka, ale ponoć też do wykorzystania z latawcem. Okazało się jednak że przy tym kierunku wiatru który był wczoraj w tamtej okolicy, mocno północny północny wschód, pływania tam nie ma, zresztą fali też prawie nie było.

Jutro nasz ostatni dzień na wodzie, wieczorem wracamy do Kraju.

Pzdr Mec.

 



Zostaw komentarz