Mauro, dzień szósty…

Manawa dziś pokazała pazurki, fala tak, około 4m, w okresie ok. 12s, piękne mastodonty, sporo emocji, bo największe z nich dochodziły do 5m.

Pływania dziś nieco mniej, ponieważ zaczęliśmy później ze względu na leciutką odkrętkę wiatru na NE, ale jakościowo jazda pierwsza liga.

Po pływaniu kulinarne popisy Jędrka, kurczak po Tajsku, czy jakoś tak;), tak, czy inaczej…pyszne było.

Fala z dnia na dzień robi się coraz większa, coraz bardziej agresywnie się na niej zawijamy,co sprawia wielką satysfakcję, że jeszcze udaje się coś z siebie wykrzesać;)

Z fotkami z czystej akcji na fali bieda, ponieważ fala łamie się na rafie, jakieś 700-900m od brzegu, więc w zasadzie żaden nasz amatorski tele obiektyw nie jest w stanie nic tu zdziałać.

Niespiesznie kończę, zmęczenie wylewa się uszami,otacza mnie potęga i szum fali, powoli odpływam…dobranoc!

Pragnę też zapewnić, że niczego nie wciągamy, ani nie wąchamy, ot, takie całkiem…naturalne wrażenia z jazdy;)



Zostaw komentarz